Molestowanie indiańskich i eskimoskich dzieci w szkołach.

Indianie to autochtoniczna ludność pochodzenia mongoloidalnego zamieszkująca obszary Ameryki (z wyjątkiem Eskimosów). 

Nazwa nadana z końcem XV wieku przez Krzysztofa Kolumba, który dopływając do wybrzeży Ameryki sądził, że osiągnął wschodnie wybrzeża Indii. Przodkami Indian była wedle aktualnych teorii naukowych niewielka grupa ludzi, która w czasie ostatniego zlodowacenia przybyła z terenów północno-wschodniej Azji przez dzisiejszą Cieśninę Beringa i zasiedliła cały kontynent amerykański. 

W Kanadzie istnieje jeszcze ponad 600 indiańskich rezerwatów, w większości niewielkich i zamieszkanych przez niewielkie społeczności, njako małe wioski – zwykle od kilkudziesięciu do kilku tysięcy osób, w większości Indian - pełnoprawnych, czyli tzw. "statusowych", ale też etnicznych Indian pozbawionych federalnego "statusu tubylca" oraz Metysów. 

Większość z nich zarządzana jest zgodnie z unormowaniami ustawy o Indianach, niektóre – zgodnie z lokalnymi prawami i tradycjami ich mieszkańców. W momencie zetknięcia z cywilizacją europejską Indianie stanowili odrębne grupy, zróżnicowane pod względem kulturowym oraz sposobu prowadzenia gospodarki. 

Proces barbarzyńskiej kolonizacji ziem i narodów indiańskich rozpoczęty wraz z odkryciem Ameryki stał się przyczyną upadku cywilizacji indiańskich w Ameryce. Ludność tubylcza była barbarzyńsko eksterminowała, gwałcona i mordowana w kilkadziesiąt lat trwającym akcie inkwizycyjnej rzezi motywowanej chęcią nawracania i czynienia sobie niewolników z "czerwonych małp", jak oficjalnie aż do lat 60-tych XX wieku nazywano Indian w Ameryce. 

Kanada rozlicza się z tragicznej historii indiańskich dzieci 

W Winnipeg w Kanadzie zebrało się kilkuset byłych uczniów, a także przedstawiciele pedofilskich Kościołów, członkowie Komisji Prawdy i Pojednania oraz rządu federalnego. 

W tych szkołach działy się rzeczy straszne opowiadała 81–letnia Nancy Morrison, od lat domagająca się ujawnienia prawdy o dramatycznych wydarzeniach z przeszłości.  Wolałabym o tym zapomnieć. Ale tego akurat zrobić nie można – dodała, cytowana przez „Montreal Gazette”.

Pochodzący z Kolumbii Brytyjskiej Robert Joseph opowiadał, że był molestowany seksualnie przez pracowników katolickiej szkoły. Chował się pod kocem i marzył o swej rodzinie, której nie pozwalano mu zobaczyć, gdyż gwałconych nie wypuszczano do domu nawet na kilka dni wakacji, żeby się prawda nie wydała. 

Molestowana była też Leanne Sleigh z Alberty.  Czułam, że jestem nikim, że jestem człowiekiem bez żadnej wartości – wspominała. A Mary Simon, Eskimoska, opowiadała, że kazano się jej wstydzić jej zwyczajów i kultury, relacjonowała telewizja CBC News. 

W geście symbolicznego niestety pojednania rząd kanadyjski ogłosił, iż usunie z ustawy o Indianach  podstawowego aktu prawnego dotyczącego rdzennych mieszkańców Kanady  przepisy umożliwiające rządowi tworzenie szkół z internatami i odbieranie indiańskich dzieci siłą ich rodzicom celem przymusowej chrystianizacji. 

Takie ustawy mają bowiem jeszcze rzekomo cywilizowane i rozwinięte kraje jak Kanada. Z takimi ustawami bliżej do inkwizycyjnych mroków średniowiecza niż do cywilizacji XXI wieku. Islam nigdy nie był tak brutalny dla swoich mniejszości w Iranie czy Arabii Saudyjskiej! 

Komisja Prawdy i Pojednania będzie pracowała jeszcze pięć lat, przede wszystkim zbierając wypowiedzi poszkodowanych i dokumentując chrześcijańskie zbrodnie swojego kraju. 

Odszkodowania dla molestowanych i gwałconych tubylców 

"W 1998 roku komisja rządowa Kanady potwierdziła, że w szkołach i internatach dla dzieci Indian dochodziło do przymusowej chrystianizacji, do wykorzystywania fizycznego i molestowania seksualnego. Kanada rozlicza się z barbarzyńskim traktowaniem Indian i Eskimosów." 

Jednakże, biali turyści i reporterzy oraz indianiści próbujący wjeżdżać do rezerwatów Indian, zarówno w USA i Kanadzie są drobiazgowo przeszukiwani, rewidowani, a kontrole potrafią trwać od kilku dni do kilku godzin. Taki turysta jest podejrzany z góry o wszystko co najgorsze, jak handel bronią i narkotykami, nielegalny pobyt etc. 

Pełen rasizmi aparthaid trwa. Pozbawianie indiańskich dzieci własnej kultury i nawracanie siłą na chrześcijaństwo to spuścizna przeszłości, z którą Kanada rozlicza się w ramach specjalnej komisji. Pierwsze spotkanie Komisji Prawdy i Pojednania (Truth and Reconciliation Commission), przed którą relacjonują swoją historię osoby przymusowo wysyłane do szkół finansowanych przez rząd, a prowadzonych przez Kościoły, odbyło się w tym tygodniu w Winnipeg, w prowincji Manitoba. 

Szkół tych - w większości katolickich - było od 1870 roku ponad 130, a ostatnią zamknięto dopiero w 1996 roku. Trafiło do nich około 150 tysięcy dzieci Indian, Eskimosów i Metysów, czyli grupy określane przez prawo kanadyjskie jako First Nations, czyli pierwotni mieszkańcy kraju. Generalnie wszystkie te dzieci były sadystycznie torturowane, molestowane seksualnie, często bite i gwałcone. 

Szkoły te miały charakter gułagu, obozu koncentracyjnego czy zakładu karnego dla nieletnich o obostrzonym rygorze. Dzieci nie miały kontaktów z rodzicami ani z nie miały możliwości skarżyć się osobom z zewnątrz. Obowiązywała ścisła cenzura wszelkiej korespondencji, a dziecko które próbowało ucieczki osadzano w więzieniu. 

I pomyśleć, że w tym czasie Kanada walczyła o prawa człowieka w ZSRR i innych państwach demokracji ludowej tzw. bloku radzieckiego, w tym w Polsce, a sama do 1996 roku utrzymywała obozy koncentracyjne dla kolorowej ludności indiańskiej, obozy koncentracyjne dla dzieci pod nazwą "szkoła". 

Polskie siostry "Magdalenki" uważane za miłosierne prowadzą ciągle Ośrodki Wychowawcze, w tym w Krakowie Łagiewnikach, Kaliszu, gdzie wcale dzieci nie mają lepiej, jeno terror, tortury i gwałty. Szkoły miały przystosowywać dzieci do życia w "białym" społeczeństwie, bardzo często jednak stawały się dla nich miejscem poniżenia, molestowania seksualnego i pozbawiania wiedzy o własnych korzeniach. 

Rodzeństwa rozdzielano, dzieciom zakazywano posługiwania się rodzimym językiem, zmuszano do mówienia po angielsku lub francusku i siłą nawracano na chrześcijaństwo. Za nieposłuszeństwo groziły surowe kary. Rząd nazywał to "agresywną asymilacją". Z drugiej strony, jak przypominają kanadyjskie media, dzieci nie otrzymywały wykształcenia, które pozwoliłoby im funkcjonować w kanadyjskim społeczeństwie. Zamiast nauki, miały prace przymusowe i obciąganie członków swoim księżom i wychowawcom, czy raczej katom. 

Komisja Prawdy i Pojednania, która od 2009 roku zaczęła przesłuchiwać świadków, powstała w 2008 roku. Spotkanie w Winnipeg było pierwszym z siedmiu, które odbędą się w całej Kanadzie. Prace Komisji rozpoczęły się od ceremonii rozpalenia świętego ognia i fajki pokoju. Towarzyszyły im występy artystów. Pokrzywdzeni, jak wyjaśniała Komisja w komunikacie, mogą zeznawać zarówno publicznie, jak i jedynie przed komisją. Mogą poprosić o nagranie swojej historii. Zapewniono też opiekę lekarską dla osób, które w trakcie zeznań mogą źle się poczuć - zarówno opiekę medyczną "zachodnią", jak i tradycyjną. 

Kanadyjskie media przedstawiały w ostatnich dniach wspomnienia tych, którzy przeszli przez przymusowe szkoły. Wielu z nich ma nadal problemy z mówieniem o swojej przeszłości. Część Indian, by poradzić sobie z tragicznymi wspomnieniami z dzieciństwa, korzystała z pomocy psychologicznej w specjalnych ośrodkach, nawiązujących do indiańskich tradycji. 

Jak powiedział cytowany w komunikacie prasowym przewodniczący Komisji sędzia Murray Sinclair, zeznania pokrzywdzonych to taki rodzaj prawdy, który "wstrząsa największymi stoikami". Codzienne kary chłosty za to, że urodzili się Indianami, rasistowskie wyzwiska, wyświewanie rodziców, wiary i przekonań - to drobiazgi przy wyrafinowanym, długotrwałym wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księży i kadrę pedagogiczną złożoną z sadystów, psychopatów i dewiantów seksualnych. 

Już w 1996 roku, po akcji przeprowadzonej przez wodzów indiańskich plemion, którzy wzywali Kościoły chrześcijańskie do przyjęcia odpowiedzialności za ideologiczne i pedofilskie krzywdy wyrządzone dzieciom pierwotnych mieszkańców Kanady, specjalny raport zalecił przeprowadzenie dochodzenia w sprawie szkół. Okazalo się, że we tych szkołach byli zatrudniani księża pedofile, właśnie w tym celu, aby mogli swobodnie gwałcić dzieci. 

Następnie w 2007 roku rząd - po konsultacjach z Kościołami  rozpoczął wypłacanie łącznie 1,9 mld dolarów kanadyjskich (1,86 mld USD) odszkodowań. 

Podobny los spotkał dzieci australijskich Aborygenów. 

Pedofilscy jezuici molestowali Eskimosów! 

Pedofilią od wieków skażony katolicki zakon jezuitów wypłaca rekordowe odszkodowanie w związku ze skargą 110 Eskimosów w sprawie molestowania seksualnego, gwałcenia i zmuszania do "robienia loda". 

Odszkodowanie wyniesie łącznie 50 mln dolarów - podaje "The Los Angeles Times". Katolicka sekta jezuitów zgodziła się w 2007 roku na odszkodowanie, zaznaczając jednak, że w całej sprawie są nadal kwestie, które należy wyjaśnić. - Jesteśmy zaskoczeni i rozczarowania postępowaniem prawników Eskimosów, którzy skupili się na szkodzeniu naszej działalności misjonarskiej - twierdzi kryjący konfratrół John D. Whitney, prowincjał sekty jezuitów.

Jednak sprawę szybko załatwiono polubownie: adwokaci stron porozumieli się w sprawie odszkodowania pocztą elektroniczną. - Potwierdzam, że osiągnęliśmy porozumienie napisał w 2007 roku adwokat pedofilskiej sekty jezuitów Richard K. Hansen do głównego adwokata Eskimosów Kena Roosa.  Wypłacimy powodom 50 mln dolarów w zamian za wycofanie wszelkich skarg i roszczeń wobec członków zakonu jezuitów - pisze Hansen. 

W porozumieniu nie było mowy o przyznawaniu się do winy przez pedofilską sektę jezuitów. Roosa zagwarantował, że wobec żadnego z duchownych nie zostaną wysunięte zarzuty kryminalne. Śledztwo wykazało, że oddalone od ośrodków miejskich eskimoskie wsie były terenem, na które diecezje katolickie "zsyłały" kłopotliwych duchownych, niejako pozbywając się ich z powodu ich pedofilskich skłonności do współżycia seksualnego z dziećmi. 

Władze katolickiego zakonu jezuitów zaprzeczały tym oskarżeniom, dowodząc, że wysłanie księży i misjonarzy na tereny Eskimosów było prestiżowym wyróżnieniem dla najbardziej gorliwych w wierze i najodważniejszych duchownych. 

Wioski Eskimosów to najtrudniejsze tereny misyjne na świecie  twierdzili jezuici. Jednak twarde dowody i większa ilość poszkodowanych oraz nagłośnienie pedofilskich zbrodni sekty jezuitów spowodowało, że w zamian za wycofanie pozwu sądowego, jezuici zgodzili się na płacenie odszkodowań. Eskimosi uważają jednak, że ich odcięte od świata i pozbawione sądów wsie to idealne miejsce dla księży molestujących dzieci, księży pijaków i zboczeńców. 

Donosiła też o tym prasa: w 2005 "Times" opublikował historię o jezuicie polskiego pochodzenia Josephie Lundowskim, podejrzanym o molestowanie w latach 1968-75 prawie wszystkich chłopców z dwóch wiosek na wyspie Św. Michała. To kilkaset dzieci, które wykorzystał, molestował lub zgwałcił jurny ksiądz pedofil polskiego pochodzenia. 

Za cóż to płaci polski rząd księżom misjonarzom? Mężczyźni będący w sposób bezsporny ofiarami katolickiego księdza Lundowskiego  obecnie 40 i 50-latkowie  mówią, że przez księdza pedofila popadli w alkoholizm, byli agresywni mieli problemy emocjonalne, a część próbowała nawet popełnić samobójstwo. Trzymali swoje przeżycia w tajemnicy, gdyż nie wolno było o tym mówić, a za oskarżanie księży groziła surowa kara więzienia, nawet dożywocie w USA. 

Zaczęli mówić, gdy serie skandali w Kościele katolickim w USA w 2002 wyszły na jaw i powstały silne organizacje wspierające gwałcone przez Kościół katolicki ofiary. W roku 2007 katolicka archidiecezja Los Angeles znana z wielu afer księży pedofilów wypłaciła 660 mln dolarów odszkodowań dla 550 pozywających w sprawie molestowania seksualnego przez księży. Diecezja San Diego wypłaciła 198 milionów dla 144 najciężej poszkodowanych przez księży pedofilów ofiar. Polscy katolicy, wrzucając na tacę pieniądze, płacą m.in. na utrzymywanie armii polskich księży misjonarzy, a na misje jeżdżą głównie księża zesłąni za pedofilię w karaju. 

Do tego dając na tacę płacisz kasę na odszkodowania za seksualne molestowania także w USA. Watykan jest biedny z powodu swoich świętych dewiantów seksualnych. Czas aby pieniędzmi parafii zarządzały ściśle rady parafialne i urzędy skarbowe, a nie księża sposnsorujący odszkodowania dla ofiar swoich zboczonych kumpli! 

Trochę Historii Indian Gwałconych: 

W 2005 roku uczniowie-ofiary państwowo-kościelnych szkół katolickich, do których siłą wysyłano indiańskie dzieci, miały dostać 1,7 mld dolarów odszkodowania. Rząd obiecywał też 3,5 mld dolarów na poprawę warunków życia "pierwotnych narodów Kanady". Na czarno-białych zdjęciach i kronikach filmowych z dawnych lat dzieci wydają się szczęśliwe. 

Roześmiane twarze z przejęciem powtarzają kolejne angielskie słowa, z poważnymi minami uczą się matematyki, ćwiczą na lekcjach gimnastyki. Wszystko na komendę nauczyciela. Trochę to przypomina radzieckie propagandowe filmy z lat 50-tych kręcone na obozach małych pionierów. Tyle, że radzieccy pionierzy z lat 50-tych dwudziestego wieku nie byli gwałceni ani nie robili za "obciągarki rasistowskich drutów". Kanada utworzyła obowiązkowe szkoły chrześcijańskie dla indiańskich dzieci w 1928 roku, istniały one aż do końca lat 70-tych XX wieku. 

Ostatnią zlikwidowano w 1996 roku. Było ich 170. Płaciło państwo, prowadziły je kościoły - katolickie i protestanckie, głównie kościół katolicki. Dzieci uczyły się głównie religii i pracy niewolniczej, ale także trochę angielskiego i francuskiego, fizyki, matematyki. Mieszkały w szkolnych internatach prowadzonych przez księży i zakonnice. Pomysł miał "ucywilizować" - inni mówią o "chrystianizacji" - tysiące dzieci z biednych indiańskich i eskimoskich rodzin rozrzuconych po małych wioseczkach w wielkiej pustce Arktyki i porośniętej tundrą północno-zachodniej Kanadzie. Miał ich rzekomo przygotować do życia w szybko unowocześniającym się i bogacącym kraju. - W ciągu dwóch pokoleń Kanada będzie miała z głowy "indiański garb" - mówili w latach 30-tych pomysłodawcy, rasiści i inkwizytorzy katoliccy, głównie ówcześni faszyści. 

Niewolnicze internaty chrześcijańskie. 

Do wiosek przybywali rządowi delegaci, prośbą i groźbą nakłaniali rodziców do oddania dzieci do szkół. Rodzice zgadzali się często, wierząc w "lepszą przyszłość" dzieci. Niektóre wracały do domów tylko na kilka tygodni w roku, inne wcale. W szkołach nie uczono ich własnego języka ani kultury, wmawiano, że będą żyły w miastach, pracowały w fabrykach. Już od 1990 roku wiadomo, że w internatach na masową skalę dochodziło do przemocy fizycznej i seksualnej ze strony wychowawców oraz księży, ale to utajniano z obawy przed klerem. 

Dzieci traktowano jak niewolników, zmuszano do ciężkiej fizycznej pracy. Po ukończeniu szkół na indiańską i eskimoską młodzież nie czekały miejsca pracy ani mieszkania, nie miała szans na życie w wielkich miastach. Uczniowie najczęściej wracali do rodzinnych wiosek lub rezerwatów, skąd się wywodzili. Tam jednak też nie byli już u siebie, wyrwani z kultury i religii natywnej, po przejściach seksualnych z pedofilami i pedofilskami. Wychowani w internatach nie potrafili przystosować się do nowego życia. Alkoholizm, narkomania i samobójstwa szerzyły się wśród nich znacznie bardziej niż wynosiła kanadyjska średnia, a są to najczęstsze nałogi osób wykorzystywanych seksualnie i terroryzowanych od dzieciństwa. 

Przez internaty przeszło na pewno ponad 130 tysięcy indiańskich dzieci (w wieku 4-18 lat), do dziś żyje 80 tysięcy. Na mocy umowy wynegocjowanej ze stowarzyszeniami "pierwszych narodów", jak się ich nazywa w Kanadzie, rząd miał w 2005 roku wypłacić byłym uczniom w sumie 1,7 mld dolarów USA zadośćuczynienia. Każdy były uczeń  (większość ma dziś ponad 60) lat ma średnio otrzymać kilkanaście tysięcy dolarów za zniszczone dzieciństwo i życie, za chrystianizowanie przez księży pedofilów. 

Miało to wstrzymać falę tysięcy indywidualnych pozwów o odszkodowania. W Kanadzie żyje na 2010 rok około miliona Indian, Eskimosów (Inuitów) i Metysów, około 200 tysięcy z nich w rezerwatach. Drugie tyle, to półindianie ze związków mieszanych, głównie dzieci pochodzące z licznych gwałtów na Indiankach. Kanada ma w sumie około 30 mln mieszkańców. Dużo lepiej było polskim zesłańcom na Sybir oraz więźniom radzieckich gułagów, tym bardziej, że od 4-tego roku życia nie porywano dzieci od rodziców i nie trzymano w chrześcijańsko-pedofilskim łagrze nazywanym szkołą w celu zaspokajania seksualnego chuci księży i katechetów. 

W 1927 roku ustawa "indiańska" zakazała pierwotnym narodom Kanady tworzenia partii politycznych i organizacji walczących o ich interesy. Taki aparthaid czy tam rasizm i faszyzm panował w Kanadzie. Kanadyjskie elity uważały, że najlepszym rozwiązaniem kwestii indiańskiej jest jak najszybsza asymilacja, inkwizycyjna chrystianizacja tubylców traktowanych do dzisiaj przez białą społeczność jak małpy z zoo. 

Prawa polityczne przywróciła Indianom i Eskimosom dopiero konstytucja z 1982 roku, podczas gdy do tego czasu politycy kanadyjscy zajmowali się obłudnie prawami człowieka w ZSRR i demoludach. Proces rozliczania się z koszmarem szkół dla Indian trwa w Kanadzie od dawna. Szkoły częściowo zamknięto w latach 70tych XX wieku. Ostatnie zlikwidowano dopiero w 1996 roku, a caly czas dzieci były tam torturowane, molestowane i zmuszane do niewolniczej pracy! W 1998 roku komisja rządowa potwierdziła, że dochodziło w nich do przymusowej chrystianizacji, do wykorzystywania fizycznego i molestowania seksualnego. 

Wówczas też rozpoczęły się negocjacje o odszkodowania. 

Zadośćuczynienie bez przeprosin 

Jak zauważył jeden z wodzów, który negocjował w imieniu Indian, w ugodzie z 2005 roku oprócz pieniędzy i sposobów ich wydania nie ma słów przeprosin. - Na to pewnie będziemy musieli poczekać kolejne kilka lat - mówią Indianie. Rząd liberałów premiera Paula Martina, choć nie zdecydował się na przeprosiny w 2005 roku, to jednak nie poprzestał na zadośćuczynieniu tylko dla wychowanych w kościelnych internatach indiańskich dzieci. 

W piątek, podczas specjalnego "szczytu" z udziałem władz indiańskich plemion, rządu w Ottawie i rządów poszczególnych prowincji kanadyjskich, ogłoszono plan "awansu społecznego" pierwotnych mieszkańców Kanady. W ciągu pięciu lat władze wydadzą ponad 3,5 mld dol. USA na budowę mieszkań i domów dla Indian i Eskimosów, poprawę systemu opieki zdrowotnej, edukację itd. - Kanada ma na swoim podwórku prawdziwy trzeci świat. Położenie Indian to narodowa tragedia i wstyd przed resztą świata - napisał w magazynie "Time" wódz Phil Fontaine. I takie państwo mieni się demokrytacznym oraz cywilizowanym, chociaż powinno być potępiane za wszystkie swoje zbrodnie na milionach Indian i Eskimosów. 

Konserwatywna opozycja chrześcijańska, głównie katolicka jeszcze otwiera w Kanadzie swój zwyrodniały pedofilski dziób, zarzucając rządzącym w 2005 roku liberałom, że ich gesty to próba zdobycia poparcia przed zbliżającymi się wyborami do parlamentu. Przywódcy chadeckiej opozycji odmawiają na wypadek przejęcia władzy honorowania porozumienia z "pierwszymi narodami". Inkwizycja, zawsze mordercza i katolicko-chrześcijańska, widać nie śpi i trzeba się przed tą ideologią ciągle strzec, nigdzie nie dopuszczać konserwy katolickiej ani jej politykierów do władzy! 

Coraz więcej Indian i Eskimosów w Kanadzie 

Liczba tzw. rdzennych mieszkańców Kanady: Indian, Eskimosów i Metysów (potomków Indian i Europejczyków), wzrosła wedle spisu ludności aż o 45 procent w ciągu minionego dziesięciolecia i wynosi licząc na rok 2006 ponad 1,2 miliona na 33,3 mln Kanadyjczyków.

Tak stwierdza najnowszy spis powszechny z 2006 roku. – Jest kilka powodów tych zmian. Po pierwsze, w rodzinach Indian czy Eskimosów rodzi się więcej dzieci niż w pozostałych. Po drugie, co może nawet jest ważniejsze, ludzie o wiele chętniej niż dawniej określają się „rdzennymi mieszkańcami” kraju  powiedział „Rzeczpospolitej” Jeff Burnham z firmy edukacyjnej GoodMinds.com z rezerwatu Six Nations of the Grand River. Przedstawione w spisie dane nie są do końca wiarygodne, bo wielu Indian nie chciało rozmawiać z ankieterami.  

Nie jesteśmy obywatelami kanadyjskimi – mówił pismu „The Globe and Mail” Clarence Simon, wódz rezerwatu Kanesatake. Jest to jeden z 22 rezerwatów, w których spis nie mógł być przeprowadzony i nie wiadomo ile tysięcy Indian tam mieszka. Pomimo zafałszowań spis ludności pokazał pewne prawidłowości. Około 40 procent rdzennych Kanadyjczyków, zwanych tu „pierwszymi narodami”, mieszka w rezerwatach podtrzymując system kulturowego aparthaidu. Jednakże Indianie czy Metysi żyją też w miastach, stanowiąc aż 10 procent populacji Winnipeg i 5 procent w Edmonton. 

Wszystkie te dane to nowe wyzwanie dla rządu Kanady. Mogą bowiem oznaczać konieczność zmiany polityki dotowania rezerwatów, a także uwzględnienie jeszcze większej liczby ofiar szkół katolickich w latach 1927-1996. 

Kanada bije się w piersi za cierpienia Indian 

Ottawa dopiero w czerwcu 2008 przeprosiła rdzennych mieszkańców Kanady za lata okrutnej polityki wobec ich dzieci. Czekały na to setki tysięcy Indian i Inutitów, którzy od połowy XIX wieku byli upokarzani i wynaradawiani, zmuszani do niewolniczej pracy oraz gwałceni i molestowani seksualnie w fikcyjnych szkołach. 

Wśród nich był Mike Cachage, jedna z ofiar polityki narodowościowej w rasistowskiej Kanadzie.  Zabrali mnie od matki. Od czwartego roku życia mieszkałem w katolickich szkołach z internatem. Tam była przemoc, wykorzystywanie seksualne. Zabrali mi język, kulturę. Jak chcą za to przeprosić? - mówił Cachage w wywiadzie dla BBC.

Indianin wspomina te lata do dziś jako najgorszy okres w życiu.  Kiedy wróciłem do domu, moja matka mnie nie poznała - mówił. Dziś jest szefem stowarzyszenia dzieci, które ocalały ze szkół. Gdy miał cztery lata, władze siłą zabrały go z domu rodziców i umieściły w specjalnej katolickiej szkole dla Indian. Taka bowiem była oficjalna polityka edukacyjna, która miała wtopić rdzenną ludność, czyli Indian i Inuitów, w społeczeństwo kanadyjskie. 

W szkole Cachage miał zapomnieć o swoim pochodzeniu, zasymilować się z białymi Kanadyjczykami, przyjąć chrześcijaństwo, gdyż większość szkół prowadzili księża oraz zakonnice. Świadectwa dotyczące tych miejsc są wstrząsające. Warunki były fatalne - np. zdrowe dzieci specjalnie trzymano z chorymi, by zapadały na gruźlicę, budynki szkół często nie były ogrzewane, a nauczyciele najczęściej zaprowadzali dyscyplinę biciem i zamykaniem w karcerze, szydzili z języka Indian, upokarzali podopiecznych, każąc np. na oczach innych dzieci "obciągać sobie fujarę". 

Przez szkoły przeszło wedle danych na 2008 rok około 150 tysięcy dzieci. Wielu Indian po wyjściu z nich wpadło w alkoholizm, narkotyki, popełniało samobójstwa. System okrutnych placówek działał od końca XIX wieku aż do lat 70-tych XX wieku. A potem już w mniej drastycznej formie do 1996 roku. Od lat 20-tych XX wieku uczęszczanie do tych szkół było obowiązkowe. Był to pomysł polityków chadeckich, chrzescijańskich konserwatystów sterowanych przez księży i pastorów. 

Dopiero w latach 80-tych na jaw zaczęła wychodzić straszliwa prawda o okrutnych placówkach, a dziś Kanadyjczycy w pełni rozliczają się z trudną historią, jakże podobną do hitlerowskich obozów koncentracyjnych. W czerwcu 2008 premier Kanady Stephen Harper przeprosił w parlamencie za prześladowania Indian i Innuitów (Eskimosów). - To smutny rozdział w naszej historii. Cały system oparty był na założeniu, że kultura i tradycja rdzennej ludności jest gorsza i podrzędna. Za lata cierpień przepraszam - stwierdził Harper i dostał długą owację. 

Jednakże formalne przeprosiny to nie wszystko - rząd Kanady zdecydował, że wszyscy, którzy byli pokrzywdzeni, dostaną odszkodowanie. W sumie to dwa mld dolarów kanadyjskich (ponad 1,9 mld dol.), ugoda została podpisana już trzy lata temu. Każdy, kto był zmuszany do chodzenia do szkoły dla Indian i Innuitów oraz Metysów, ma prawo do 10 tysięcy dolarów kanadyjskich odszkodowania i po 3 tysiące dolarów za każdy rok spędzony w takiej pedofilskiej szkole. 

Na 2008 rok spośród 33 mln Kanadyjczyków ponad 1,2 mln to ludność rdzenna. Jest w najgorszej sytuacji społecznej Indianie trzy razy częściej niż przeciętni Kanadyjczycy nie mają pracy, co trzeci kończy edukację na szkole podstawowej, dwa razy częściej popełniają samobójstwa, bo ciężko jest żyć jako niewolnik w systemie rasizmu i apartheidu "bladych twarzy", a jeszcze z piętnem gwałconegp w dzieciństwie. Aborygenów, czyli rdzenną ludność, przepraszali w tym roku również Australijczycy. O dziewczynkach indiańskich i eskimoskich, często gwałconych i wielokrotnie zmuszanych do aborcji lub samotnie wychowujących mieszane potomstwo z gwałtu - na razie jest cisza! 

Windigo (lub Whitico) 

O tym jak traktowano Indian i Innuitów przekonuje nawet jedna z ich chorób psychicznych zwana Windigo lub Whitico. 

Zaburzenie występuje tylko wśród północno-kanadyjskich Indian i Eskimosów, związane jest z głodzeniem i rozstrojem psychicznym w warunkach obozu koncentracyjnego czyli rezerwatu. Zimą w czasie głodu osoby dotknięte tym zaburzeniem zapadają na depresję czy raczej rodzaj głodowej depresji. Kiedy stan ten się pogłębia chory nabiera urojeniowego przekonania iż jest Windigo – gigantycznym lodowym potworem, który żywi się ludzkim mięsem. Osoby cierpiące na Windigo odczuwają kompulsywną potrzebę jedzenia ludzkiego mięsa, czasem posuwają się do zabicia kogoś namięso. 

W XIX wieku plemię zwykle zabijało taką osobę, gdyż nie było możliwym w ówczesnych warunkach ani leczenie ani kontrolowanie Windigo. Choroba jednak występuje do dzisiaj, a że jej podłożem jest głód w czasie zimy, widać jak traktowani są tubylcy w Kanadzie! Współcześnie osoby takie trafiają do szpitali psychiatrycznych, gdzie chorba ustępuje z chwilą porządnego nakarmienia pacjenta, po reanimacji go ze stanu wygłodzenia! Jest to najczęstsza postać zespołu urojeniowego Indian i Innuitów pokazująca jakie mają koszmarne warunki do życia w XXI wieku, w świecie stworzonym przez "blade twarze", przez miłosiernych chrześcijan rasistów. 

Przez niektórych badaczy Windigo jest traktowane jako zespół histeryczny, jednak większość wyraża opinię, że stanowi uwarunkowaną kulturowo formę schizofrenii paranoidalnej (Wallace, 1970: Wittkower i Prince, cyt. Jakubik, 1989). Lepiej byłoby chorobę nazwać zespołem kanibalizmu głodowego. Zespół zaburzeń psychicznych z dominującą symptomatologią depresyjną znany jako Windigo (lub Whitico), spotykany jest najczęściej u koczujących kanadyjskich Indian Ojibwa a rzadziej u Eskimosów Cree, głodujących w okresie zimy. 

Zaburzenia zaczynają się depresją, tendencją do odosobnienia, silnym lękiem, brakiem łaknienia, nudnościami, wymiotami i biegunką. Później chory nabiera przekonania urojeniowego, że pod wpływem czarów został zamieniony w windigo, tj. zimowego potwora w postaci olbrzymiego szkieletu z lodu, pożerającego ludzi. Identyfikując się z nim, odczuwa przymusową potrzebę jedzenia ludzkiego mięsa i czasem rzeczywiście rzuca się na kogoś z bliskich krewnych, zabija go i zjada. 

Chory na Windigo uważany jest w tym stanie za niebezpiecznego dla szczepu, bywa leczony przez szamana, ale najczęściej zostaje wypędzony lub nawet zabity. 

Arcybiskup z USA - pomagał gwałcić dzieci 

Arcybiskup Los Angeles, kardynał Roger Mahpony, przyznał publicznie w czerwcu 2010, że nie poinformował w 1984 roku policji o nadużyciach seksualnych pewnego swojego księdza w stosunku do przynajmniej dwóch meksykańskich chłopców. 

Kardynał oświadczył, że winowajca, którego nazwisko brzmi Michael Baker, zapewnił go, iż chłopcy byli nielegalnymi imigrantami i powrócili do Meksyku, jednak przez wiele lat więził ich jak Fritzl swoją córkę, a także codziennie wykorzystywał seksualnie. Z uwagi na to, że nikt nie złożył skargi na księdza, pedofilski kard. Baker wysłał go na leczenie do katolickiego ośrodka specjalnego, czyli do klasztoru, a następnie zaś oddelegował do innej parafii z zakazem kontaktowania się z dziećmi. 

Baker jednak co najmniej trzykrotnie naruszył te zakazy, gwałcąc kolejne kolorowe dzieci w ramach swojej rasistowskiej nienawiści do kolorowych oraz seksualnego zboczenia razem wziętych. Podanie do wiadomości publicznej deklaracji arcybiskupa, złożonej pod przysięgą, stanowiło jeden z warunków ugody zawartej z ponad dwudziestoma ofiarami nadużyć seksualnych ze strony duchownych w archidiecezji Los Angeles, popełnionych w ciągu 14 lat. 

Tytułem zadośćuczynienia archidiecezja wypłaciła ofiarom 2,2 miliona dolarów, co jest kwotą niewielką z uwagi na rodzaj wyrządzanej dzieciom krzywdy przez katolickich zboczeńców. Ksiądz, którego dotyczy oświadczenie arcybiskupa, odbywa obecnie karę 10 lat więzienia za molestowanie nieletnich, meksykańskich chłopców. Taki jest los bardzo wielu kolorowych dzieci w USA, od poczatku niewolnictwa i aparthaidu w tym kraju. Dzieci niewolników i innych kolorowych nacji, służyły często zboczeńcowm za używkę seksualną, a gdy się skarżyły były zabijane lub palone żywcem w ramach egzekucji całej rodziny przez chrzescijański Ku-Klux-Klan i inne bojówki rasistowskich chrześcijan. 

Jedną z kar dla kolorowych dzieci za najdrobniejsze przewinienie, w tym pokazywanie się w strefach dla białych, było "robienie laski" czyli "obciąganie penisa" białym rasistom oraz "nastawianie jamy", czyli odbywanie stosunków doodbytniczych grupowych w formie gwałtu zbiorowego. Podobne zjawiska są do dzisiaj zarzewiem wendety Murzynów na białych okupantach i gwałcicielach w RPA, gdzie każdy biały miał prawo dowolnie gwałcić murzyńskie niewolnice i niewolników, w tym dzieci, często w formie kary za przewinienie. I pomyśleć, że taki polski arcybiskup molestator kleryków, Juliusz Paetz ciągle chodzi po wolności i miewa się dobrze. 

Czyżby w Polsce było dzieciom i młodzieży gorzej niż indianom i innuitom w Kanadzie? Jeśli ciągle okazuje się, że kapłani katoliccy rzeczywiście krzywdzą dzieci, powinni zostać bezwzględnie odsunięci od kontaktu z młodzieżą wewnątrz Kościoła. Zamiatanie pod dywan takich spraw jest szkodliwe dla Kościoła, który upada na całym świecie. Jeśli reakcja Władz Kościoła katolickiego polega tylko na przeniesieniu księdza pedofila do innej parafii, to sytuacji się nie rozwiąże, a zło się bardziej rozpowszechnia. Resztą powinny zająć się sądy świeckie i trzymać księdza pedofila maksymalnie długo w odosobnieniu. 

A po wyjściu na wolność zesłać taką mendę niszczącą Kościół do klasztoru zamkniętego typu kamedulskiego bez prawa wychodzenia na miasto. Niech kontempluje swoje pedofilskie przewiny wobec ofiar, Kościoła oraz Boga i Chrystusa! 

Spedalone kościoły winne pedofilskiej afery? 

Wedle opinii większości badaczy za aferę pedofilską winne są same kościoły, które dopuszczają do święceń osoby zboczone, nie badają skłonności ani preferencji seksualnych, a jeszcze od wieków tolerują dewiacje pod warunkiem, że nie są przedmiotem skandalu, ujawnienia. 

To tolerowanie księży mających konkubiny w postaci gospodyni, zyjących na kocią łapę bez ślubu jaki ich własna religia wymaga, tolerowanie rozmaitych "paetzów" zajmujących się molestowaniem kleryków w seminariach, aby mieć "wspólną tajemnicę wiary" - wszystko to razem doprowadza do dzisiejszej skali patologii w Kościele katolickim i kilku innych. Badacze twierdzą, że gdyby kościół od początku za molestowanie dzieci np. palił księży publicznie na stosach, dziś nie byłoby masowego ujawniania trwającej już 1000 lat afery pedofilskiej. 

Pewnie nie byłoby też kościoła, który zamiast pedofilskich pedałów palił ich ofiary - a to jako czarownice, a to jako heretyków. Zadaniem konserwatywnych duchownych chrześcijanskich, za aferę pedofilską winny jest sam kościół, który przez wieki tolerował pozamałżenskie związki i stosunki seksualne swoich duchownych, nawet zoofilię, o ile tylko sprawa nie przedostwała się do wiadomości publicznej. 

Dziś większość duchownych katolickich żyje w grzechu, a to z gosposiami na parafii, a to posiadając konkubiny i nieślubne dzieci w innej miejscowości. Duchowni swobodnie robią sobie wczasy z wynajaetymi prostytutkami, korzystają z usług seksualnych dzieci z apieniądze, licząc,że takie sprawy nigdy nie wyjdą na jaw. Homoseksualizm to typowa plaga seminariów duchownych, a molestowanie kleryków przez różnych "paetzów" to standard seminaryjnej edukacji w skali całego świata. Zamiast celibatu i świętości jest wielki amoralny burdel z pedofilią i zoofilią w tle. 

Zepsucie moralne duchowieństwa zdaniem konserwatywnych duchownych jest skutkiem antycelibatowej polityki Watykanu. Jeszcze w latach 70-tych XX wieku w Polsce, powszechnie używano słowa "pedał" na określenie mężczyzny, często księdza ubranego po cywilnemu, który uwodził na różne sposoby młodych chłopców i dziewczynki i dzieci. Rodzice swoje pociechy straszyli tak: "Nie idź nigdzie sam/a wieczorem, bo cię pedał porwie i zgwałci, zobaczysz!" A dziś gejowska propaganda zabrania używania słowa "pedał", bo to geja obraża! Tyle, że słowo pedał oznaczało molestatora dzieci, acz lokalnie głównie molestatora i uwodziciela młodych chłopców. Ostrzegajmy zatem dzieci tak: "Nie chodź do księdza, bo ksiądz może cię uwieść i zgwałcić!" 

Ukrywanie pedofilii i molestowania 

Pierwsze masowe informacje o przypadkach molestowania dzieci przez duchownych stały się głośne już w roku 1992 w Irlandii. 

W proteście przeciwko próbom ukrywania skandalu piosenkarka Sinéad O'Connor podarła zdjęcie "pedofilskiego papieża" Jana Pawła II podczas programu telewizyjnego, do którego została zaproszona. Podobne demonstracje polskich artystów, jak podarcie Biblii przez Adama Darskiego "Nergala" spotyka się w Polsce z sądowymi retorsjami pedofilię kościelną popierających oszołomów politycznych oraz faszystowskich prokuratorów! Kolejne skandale dotyczyły księży sprawujących swoją posługę na terenie kilku innych krajów, wtym USA i Kanady. 

W styczniu 2002 roku wybuchł najgłośniejszy skandal dotyczący pedofilii wśród księży w USA. Kilka podobnych przypadków ujawniono również na terenie Kanady. Zarzuty miały o tyle poważny charakter, że o wieloletnie tuszowanie skandali seksualnych oskarżono też pięciu biskupów (Law, Comiskey, Symons, O'Connell i Groër). Oskarżonych księży pedofilów przenoszono do innych parafii, ukrywano przed prokuraturą i sądem. 

W Polsce w lutym 2002 oskarżenia o molestowanie seksualne kleryków pojawiły się w stosunku do biskupa Juliusza Paetza. Obecnie wychodzą na jaw skandale seksualne niemal w każdym kraju, gdzie jest katolicyzm. 

W Indii kościół katolicki ochrzczono terminem "pedofilskiej mafii", a sporo księży pedofilów zlinczowano, spalono żywcem. 

Jan Paweł II - Ukrywanie pedofilii kleru 

Przypadki molestowania i pedofilii były za czasów Jana Pawla II tuszowane, księży nie karano, a jedynie przenoszono do innych placówek lub parafii. 

Papież Jan Paweł II wedle badaczy został poinformowany o przynajmniej 17 tysiącach pedofilskich gwałtów dokonanych przez księży i mnichów na dzieciach! Ofiarom niekiedy po cichu wypłacano całkiem duże pieniądze, by nie mówili o tym publicznie i przypadki te nie ujrzały światła dziennego. Aby uniknąć skandalu, urzędnicy instytucji kościelnych ukrywali przestępstwa seksualne przed wymiarem sprawiedliwości. 

Ukrywają zresztą do dzisiaj, podobnie jak plantacje marihuany w wielu klasztorach katolickich, ot chociażby na Ostrowie Tumskim koło Poznania. W maju 2001 roku Jan Paweł II i jego sekretarz Stanisław Dziwisz wysłali kolejny list do wszystkich biskupów katolickich, stwierdzający, że wszystkie wewnętrzne dochodzenia kościelne dotyczące pedofilksiego molestowania dzieci podlegają tajemnicy pontyfikalnej i nie powinny być przekazywane wymiarowi sprawiedliwości ani prasie. 

Naruszenie tej zasady miało prowadzić do ekskomuniki i innych kar kościelnych jak zakaz awansu. Ksiądz dowiadujący się o pedofilii miał zmusić ofiarę i rodzinę do milczenia, ewentualnie negocjować zadowalające rodzinę dziecka odszkodowanie. 

Taki jest okropny cień na pontyfikacie Jana Pawła II, cień skrzętnie pomijany w polskich mediach, chociaż cały świat grzmi o tym głośno od lat. Polskie media przypominają czasy propagandy Breżniewa i Gierka, gdzie mówiono o sukcesach, a porażki i błędy oraz krytykę skrzętnie pomijano.  


http://www.macierz.org.pl/artykuly/seks_i_dewiacje/kanada-molestowanie_indianskich_i_eskimoskich_dzieci_w_szkolach.html